czwartek, 17 grudnia 2015

Dawno mnie tutaj nie było :)

Rzeczywiście dawno mnie tutaj nie było. Swoje ostatnie wypociny opublikowałem 18 maja 2015 roku, jeszcze za czasów kiedy byłem studentem - jak to się stało, że teraz już nim nie jestem ? O tym później.
Kto wtedy pomyślał, że popołudnia będę spędzał z matematyką zamiast studiować sobie mgr na Uniwersytecie Rzeszowskim ?
Również uwielbiany przeze mnie kraj - Stany Zjednoczone nie został jeszcze przeze mnie odwiedzony.
Pierwsza próba odbyła się na drugim roku licencjatu. Wszystko odbywało się na tzw wariackich papierach. Był początek kwietnia a ja poprzez reklamę na facebook dowiedziałem się o programie Camp America. Wszedłem na stronkę poczytałem o jakiej kwocie mówimy, jakie wymagania a później do dzieła! Wypełnianie setek rubryk, video aplikacyjne, skany a później czekanie na wymarzonego pracodawcę, który zechcę mnie zatrudnić. Po półtorej miesiącu oczekiwania traciłem nadzieję, tym bardziej że mój serdeczny znajomy ze studiów - Darek już dawno dostał placement w stanie Pennsylvania. Życie leciało dalej, jak to w lecie koszykówka poza tym przygotowanie do sesji, którą i tak zdałem bezproblemowo. Nikt nie spodziewał się, że mogę sobie zrobić coś złego podczas gry w koszykówkę aż feralnego 24 maja 2014 roku. Podczas dwu taktu, krzywo stanąłem i lewa kostka przechyliła się maksymalnie na zewnątrz i usłyszałem aż coś strzeliło.
Ściągnałem szybko buta, skarpetke, oczywiście kostka była okropnie spuchnięta, ale wsiadłem na rower i w jednym bucie wróciłem do domu. Później pogotowie i wyrok - 3-4 tygodnie w gipsie, cudownie co? Póki co nie dostałem miejsca na camp america, więc w sumie nic takiego. 13 czerwca leżąc na kanapie ze skręconą kostką dostałem maila typu " kilka kroków aplikowania na wizę" , zdziwiłem się, bo nie wiedziałem o co chodzi. Zalogowałem się do systemu a tutaj placement, nie mogłem w to uwierzyć. dostałem placement ! Miasto: Schwenksville, PA ! Popłakałem się ze szczęścia, ale zaraz zaraz... przecież mam skręconą kostkę.. Nie chcecie wiedzieć jak się wtedy byłem. Najpierw euforia a później płacz i załamka. Cóż .. Pierwsza próba dostania się do USA nieudana.

Pierwszy wpis ( 18 maja 2015) to jeszcze z czasów trzeciego roku moich studiów licencjackich i przygotowań do - Camp America , - przyspieszonej sesji /obrony gdyż miałem wtedy nadzieję, że uda mi się to wszystko pogodzić. Placement w programie CA dostałem dosyć szybko, nie było napisane jaka pozycja, ale Camp mieścił się w stanie New Hampshire. Niestety, mój wyjazd wypadł na 7 czerwca, ale z racji iż był to mój ostatni rok to nie mogłem przenieść egzaminów na październik gdyż wybierałem się na studia magisterskie a obrona wypadła na 26 czerwca.
Maj i czerwiec zleciał pod znakiem pisania pracy, bo sesja zdana raczej bezboleśnie ;-) Poprawek pracy, drukowania, robienia zdjęć, przenoszenia pracy na płytę CD, wypełnianie deklaracji - było tego mnóstwo, ale ostatecznie praca obroniona na 4. Pamiętam dokładnie ten dzień. Broniliśmy się tylko we dwoje - ja i koleżanka z grupy Agata. Było gorąco, my ubrani na galowo. Wyszliśmy ja cały spocony, wsiadłem do samochodu i wróciłem zadowolony do domu. Czułem jakby kamień spadł mi z serca. . Co za zrządzenie losu, druga próba znowu nieudana! Mama podśmiechiwała się pod nosem twierdząc, iż nie jest mi dane polecieć do USA, ale ciągle zastanawiam się dlaczego? Co ma mnie tam pozytywnego/negatywnego spotkać, że los nie chce mnie puścic za ocean?
Cóż więcej ? Papiery złożyłem na filologię angielską na URZ, dostałem się. Nie byłem jakoś mega zadowolony z tego powodu, gdyż to nie był kierunek moich marzeń. Kiedy już zacząłem studia po kilku tygodniach stwierdziłem, że te studia nie są dla mnie. Są okropnie nudne i mało praktyczne. W związku z tym zrezygnowałem. Planuje teraz aplikować w 2016 roku na FiR - specjalizacja Analityka Finansowa. Radykalna zmiana, co ? Ze studiów humanistycznych na finanse.  Dlatego też staram sobie przyswoić cały materiał z matury podstawowej, aby być lepiej przygotowany, poza tym egzamin wstępny, który będę musiał zdawać. Zapowiada się intensywny rok! Ciekaw jestem czym zaskoczy mnie jeszcze los. Dam z siebie wszystko, ale są pewnie rzeczy od których nie jestem w ogóle zależny.
Przy okazji poznałem też świetną rodzinę z USA, która zapraszała mnie do siebie. Więc aplikowałem o wizę. Rozmowa odbyła się 9 listopada, byłem umówiony na 10:30. Przy wejściu kontrole, później oczekiwanie na swoją kolejkę i ostatecznie wszystko skończyło się około godziny 12.
Jest 17 grudnia, dzwoniłem do konsulatu z pytaniem o wizę, Pani twierdzi, że konsul nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji czy przyznać mi wizę, czy też nie. Popatrzcie, teoretycznie miałem być w USA w listopadzie na Thanksgiving ( święto dziękczynienia) mineło już kilka tygodni a ja jestem dalej bez wizy, co gorsza nie ma żadnej decyzji! Widocznie tak ma być i los nie chce puścić mnie do Ameryki, ale dlaczego? Zapewne nigdy się tego nie dowiem. Póki co wracam do matematyki. Popijam kawę, zaraz idę coś zjeść, bo przed 19 ma przyjechać do mnie Arek i o 19:30 gramy w koszykówkę na hali.
Chciałem już zakończyć ten mój wywód dlatego na pewno nie jest on aż tak składnie napisany.
Wracam do matematyki. Trzymajcie się !